wtorek, 6 lutego 2018

Rekonesanse są niebezpieczne

Po Rajdzie 4 Żywiołów kolejny tydzień zaplanowany był raczej rekreacyjnie. W dni robocze raptem tylko OrtInO nas czekało, do tego jak dowiedzieliśmy się wcześniej - jeszcze staranniej niż zwykle rozpoznany teren - bo osobiście.
Standardowo nie dając się ponieść ambicji zapisaliśmy się na Trasę tylko Utrudnioną, wystroiliśmy ciepło, bo wieczór taki sobie i na start dotarliśmy całkiem punktualnie. Ma to taką zaletę/wadę, że im się jest wcześniej tym dłużej się człowiek zbiera na trasę - za dużo możliwości na pogadanie :)

Ale chłodek skrócił pogaduszki - zawsze idąc cieplej. Dorwaliśmy się więc do karty startowej i chwilę potem do map. Jak coraz częściej zdarza się pamiętać - najpierw sprawdzenie - jaki czas, ile PK jest na mapie a ile należy zebrać i czy są zadania. Po dotarciu do zad. 3 "Kto jechał kłusem w piusce na Mobiusce?"  od razu wiedziałem, kto jest autorem mapy :)

W pierwszej chwili - jak to na OrtInO wyglądało na to, że nic do niczego nie pasuje. Ale na to jest sprawdzona metoda - idziemy po wycinku startowym i w międzyczasie może nas olśni :)
Pierwsze olśnienia były mało przydatne - ustaliliśmy, że wstęga startowa jest tą jedyną kompletną.
Następnie udało się skojarzyć blok przy PK L/H - choć nadal nie wiedzieliśmy gdzie to jest. Dopiero idąc po PK C zauważyliśmy wspólny budynek na wycinku z tym punktem i z wcześniej zgranym L/H. To bardzo pomogło, gdyż od razu mogliśmy iść po PK J oraz PK I, a jak już doszliśmy do J-ta, to końcówkę wstęgi dopasowaliśmy w terenie do PK E.
W tej okolicy jakoś tłoczno było od InOków :) Spotkaliśmy m.in. Darka M. skarżącego się na bardzo ciemną mapę. Co fakt to fakt, trochę rozjaśnienia może by poprawiło czytelność po ciemku...
W miarę dopasowywania kolejnych wycinków robiło się coraz prościej - tam przynajmniej się wydawało. Nadal jednak wycinek KMNOP był zagadką, więc poszliśmy po znany już FG (bo wiadomo było, że pasował do PK LH).
Troszkę zaczęło nam powoli brakować czasu - i nadal wiedzy co z ostatnią wstęgą. Idąc już nieco zrezygnowanym na start doznaliśmy olśnienia - dach przy punkcie C! Jest na wycinku niedaleko N. A przynajmniej wygląda podobnie...
Wizja lokalna potwierdziła podejrzenie - konkretnie PK P był tam, gdzie się go spodziewaliśmy! I ucieszyło nas to dodatkowo, bo znając położenie PK N mogliśmy spróbować podejść do zadań.
Zbierając PK  O, jako ostatni punkt zostało nam na to 10 minut - jak się okazało wcale nie tak dużo.
Określenie azymutu z PK z dwóch całkiem rozłącznych wycinków, to tego przy różnej skali... W końcu oba PK odnieśliśmy do wycinka z PK C (bo sąsiadowały z nim) i na tej podstawie wyliczyliśmy coś, co kosztowało nas 5 PK.
Do wyliczenia odległości należało jeszcze określić skalę, co zrobiliśmy w drodze na metę. Niestety - wyszły nam różne wyniki (ja się pomyliłem...) - więc liczyłem po raz drugi... I dwie minuty lekkie poszły właśnie na to...
Ale na szczęście o sekundy nie były to 3 ;)

Ogólnie z wrażeń to mamy takie (chyba potwierdzone historią Renaty i Tomka), że rekonesans prowadzi do lepszej znajomości okolicy, więc i przeceniania uczestników :) Trasy były wymagające i troszkę mam odczucie, że spasowanie nieszczęsnego wycinka KMNOP wymagało troszkę szczęścia, a nie tylko umiejętności.
Co nie zmienia faktu, że było przyjemnie i to mimo chłodnej pogody!!

5 komentarzy:

  1. Rekonesanse na OrtInO zawsze są robione osobiście, tylko czasem na niezbyt długo przed imprezą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to już ponad 50 przedortinowych rekonesansów...

      Usuń
    2. Ale wtopa... to się nazywa błędna nadinterpretacja.
      Najwyraźniej o projekcja nadziei mojego lenistwa, że z Waszym doświadczeniem wystarczy wyczucie do przygotowywania map i kiedyś też mogę na to liczyć :/

      Usuń
    3. Spoko, wybaczam :)
      Niewiele jest terenów gdzie mogę robić zawody "w ciemno" (zdradzać nie będę) :)

      Usuń
  2. Ale co do trudnosci spasowania to sie calkowicie zgadzam. Nawet w domu z google maps, wciaz nie bylo dla mnie jasne jak one na siebie nachodza.

    OdpowiedzUsuń